Nasza historia – poznaj nas

nasza historia www.polanamontessori.pl
Teresa:

Zanim urodziła się nasza córka, podjęliśmy kilka ważnych decyzji dotyczących jej wychowania i rozwoju. Jedną z tych decyzji było postanowienie, że nie pójdzie do szkoły. Wizja edukacji domowej dała nam wewnętrzny spokój w tej kwestii, na jakiś czas .

Kiedy człowiek decyduje się na alternatywne podejście w jakiejkolwiek sprawie nie pozostaje bierny, lecz ciągle zgłębia temat, a przez to dowiaduje się o rzeczach, które system najchętniej zakopałby pod ziemią.

Kiedy córka zaczęła interesować się literkami, trafiłam na metodę Montessori. Słyszałam to hasło około 10 lat wcześniej, od siostry. Opowiadała mi o swojej koleżance, która pracowała w przedszkolu Montessori w Irlandii, i że to montessori, to coś bardzo drogiego. Pomyślałam wtedy mniej więcej ‘aha, czyli nie dla mnie temat, zapomnij’ 😉 Dziś wiem, że metoda Montessori jest dla każdego dziecka, bez względu na zasobność portfela jego rodziców, jest dla każdego dorosłego, który pragnie lepszego świata, lepszego siebie, a nawet dla seniora, który ma tą fantastyczną szansę by uczestniczyć w zajęciach Montessori.

Wiemy dziś, że Montessori to nie tylko charyzmatyczna kobieta, to nie tylko nurt pedagogiczny, czy metoda wychowawcza. Według nas jest to nadzieja i szansa na lepsze…

Pewnego dnia powiedziałam do męża, że czas pozbyć się pudła z bałaganem, gdzie leżały smutno zabawki już dwójki dzieci. Mój mąż zawsze majsterkował, więc zbudowanie prostego regału to dla niego pestka. Za niedługo pojawiła się propozycja zrobienia jakiegoś mebla dla mamy, która chciała zaaranżować montessoriański pokój swojemu dziecku. Potem kolejna pani spytała „a co jeszcze robicie?”, mąż na to „a czego pani potrzebuje?”. I tak się zaczęło 🙂

Jakub:

Życie pisze zaskakujące scenariusze. Chyba nikt nie przewidywał, że porzucę rozsądne wykształcenie inżynierskie i zajmę się pracą w drewnie…

Pojechałem na kurs stolarstwa ludowego zostawiając żonę w ciąży i małą córeczkę na dwa tygodnie.

Spod dłuta wychodziły dziesiątki i setki pięknych drewnianych mis. Każda z nich jest wyjątkowa, niesie ze sobą historię drzewa, które widziało nie jedno. Miski trafiały do koneserów, amatorów pięknego drewna, dekoratorów wnętrz. A żona mi tu mówi: regał, literki, montessori, bałagan, półka na książeczki dzieci… Czego to się nie zrobi dla żony…, yyy dla dzieci 😉

Drewno to pasja, historia, tajemnica… Dla mnie drewnem jest drewno, a nie płyta wyprodukowana z wiór, albo sklejka z kilogramami jakiegoś kleju, pomiędzy cieniusieńkimi płatami z drewnianego bala. Pewnie, że płyta jest bardziej wytrzymała niż drewno, przy takiej ilości syntetycznego kleju? Analogicznie plastikowa miska przetrwa dłużej niż taka drewniana (z resztą zależy jak będziemy szanować). Ale czy takiej wytrzymałości szukamy? Kiedyś nie było płyt, a zobaczcie jaką wartość mają dziś stare drewniane meble, ba, nawet nowe meble z prawdziwego drewna. Może jeśli ludzie bardziej szanowaliby rzeczy, za które płacą nie musieliby kupować byle czego, co niedługo trzeba wymienić na inne.

Drewno to pierwotny i autentyczny budulec, należy mu się szczery szacunek. Moja pracownia to nie szalona fabryka, gdzie liczy się ilość. Nawet nie aspiruję do takich wymiarów. Zdecydowanie wolę tworzyć rodzinną manufakturę gdzie jest spokojnie 🙂

Przedmioty w naszej stolarni powstają z prawdziwych desek przywiezionych prosto z certyfikowanego tartaku. Wszystkie rzeczy powstają u nas od podstaw, obrabiane są na maszynach i wykańczane ręcznie. Dzięki temu każdy przedmiot powstaje z pasją i troską, i opuszcza naszą pracownię zadowolony i z dobrą energią.

Nie planowałem tej firmy. Nie wywęszyłem niszy. To wszystko przyszło samo, niespodziewanie, my tylko obserwowaliśmy jak przebiegają wydarzenia. Rękodzieło tymczasowo przeszło na dalszy plan, ale nie ma szans, żebym to porzucił. Jeśli interesuje Cię, co jeszcze robię KLIKNIJ.

Teresa

Odkrycie Montessori było jak odkrycie Ameryki! Córka miała 3 lata, syn 1 rok. Córka chciała pisać, czytać… Zapragnęłam, żeby miała szansę rozwoju pod skrzydłami tej metody. Nie łudziłam się, nie byłam w stanie z wielu względów sama poprowadzić córki w ten sposób w warunkach domowych. Odkryłam cudowne miejsce bardzo blisko nas: Przedszkole Montessori w Augustowie. Wspaniałe osoby tam pracujące zaszczepiły w nas coś niesamowitego, co trudno opisać. Ich pasja i energia pociągają. Pani Basia i pani Agnieszka to rzadkie brylanty. Opuściliśmy Podlasie i dziś mieszkamy na wymarzonym Podkarpaciu. W tym miejscu mamy wszystko, co nam potrzebne do szczęścia. I nawet placówka Montessori jest niedaleko, w Rymanowie, i to ze szkołą! Pani Agata to niestrudzona wojowniczka, która zmienia świat.

… Jak to możliwe, że to, co najważniejsze, jest tak proste i oczywiste, a tak niezauważane przez ogół…

Wydaje mi się, że im więcej wiem o Montessori, tym mniej 😉 Taki paradoks.

Ale ośmielam się marzyć o edukacji domowej metodą Montessori w naszym domu. Trzymajcie kciuki 🙂